sierpień 22nd, 2009 by sqwind
Witaj na Blogbank.pl. To twój pierwszy wpis - skasuj lub zmień go i zatrać się w świecie blogowania!
PROLOG
Wpadłem na dziki pomysł przeprowadzenia próby odwyku od dymu nikotynowego.Zwłaszcza,że niedługo ruszam znów w kilkunastogodzinną jazdę samolotem,gdzie na pokładzie,a już broń Boże w toalecie lepiej Camela nie podpalać.Pamiętam moje męki dwa lata temu podczas lotu z Mediolanu do Waszyngtonu,ale to był jeszcze pikuś w porównaniu z przeżytym rok temu lotem z Londynu do Rio-nadpaliłem sobie zdrowo na Heathrow,potem z lekka otruty nikotyną jak pijany krasnoludek szukałem rozpaczliwie gate’a,z którego miałem wylecieć w świat.Cudem sie udało znależć,rozparłem się w foteliku i jakoś przez pierwsze trzy godziny lotu nie czułem potrzeby zapalenia.Pierwsze drobniutkie sygnaliki,dyskretne,wyczuwalne jedynie w najgłębszych zakatkach organizmu dorwały mnie nad Atlantykiem,jakąś godzinkę przed wlotem na terytorium Brazylii.Potem juz było tylko gorzej…Podano kawke poranną-cholernie okaleczoną,bo bez możliwości zaciągnięcia się Camelem i wykorzystania w pełni własności motorycznych moich działających jak szwajcarski zegarek podrobów,zwanych naukowo jelitami.Jak urzeczony wpatrywałem się w mapkę i jak zbawienia czekałem na lądowanie.
Udało się!Jestem na ziemii!!Ale niestety dalej na terenie lotniska…czekam na bagażDotego okazuje się,że to nie jest Rio,a Sao Paulo,do Rio przesiadamy się,nie opuszczając budynku,dalej nie wolno zapalić.Samolot z lekka opóźniony(wrrrrr),lot do Rio trwa niecałe dwie godzinki,znowu lotnisko,odbiór bagażu,zapaliłem sobie w końcu przed budynkiem nie spiesząc się zbytnio do busika mającego zawieżć nas do hotelu.W brzuchu rewolucja,kolejna kawa w samolocie do tego papieros na zewnątrz spowodowały,że praca mych podrobów zaczęła normalnie przebiegać,natomiast ja ,ich władca absolutnie zabraniałem im dokończyć dzieła.
W końcu hotel.Zakaz palenia w recepcji i w holu hotelowym.Brak popielniczek na zewnątrz.Wyjeżdżam do mego pokoju.Wspaniały widok na trzy ściany,dwudziestopietrowe upstrzone wieszadłami z suszącą się bielizną i końcówkami urządzeń klimatyzacyjnych.Na dole cztery solidne kontenery ze śmieciami.Na szczęście okna nie da się otworzyć.Klima na full.W pokoju kategoryczny zakaz palenia,w łazieneczce tym bardziej.W korytarzyku na moim piętrze nawet nie ma co o tym marzyć.Sprzątająca przejrzała me intencje i od razu wzniosła raban,że nie wolno.
A potem-latanie po tym rozległym kraju.Jedyne miejsce na którym popaliłem sobie po odprawie przed wylotem to lotnisko w Manaus.Nad poczekalnią,na pięterku wypatrzyłem jakieś drzwi,otwierały sie i zamykały co chwilę,a ruchom tym towarzyszył wylot potężnej ilości jakby dymu-zaciekawiony udałem się tam i w pomieszczonku 2×2 metry,stłoczony z takimi jak ja nałogowcami w pośpiechu wypaliłem dwa Camelki,nie bacząc na otrzeżenie na paczce-pod zdjęciem nieszczęśnika z amputowanymi dolnymi kończynami na udzie i podudziu ostrzegano mnie po portugalsku,że też tak skończę.
Drugie lotnisko,gdzie zapaliłem to Iguacu.Lało jak z cebra,wiało lodowatym wiatrem,a ja sobie czekałem przed wejściem do hali głównej pod parasolem z camelkiem w zębach.Obok pilota z naszego samolotu,którego miałem zaszczyt uraczyć ogniem.A potem wszystkich palaczy z lekka opieprzono,wmawiając nam,że spalimy aeroport i następnym razem to takie numery możemy sobie robić po stronie argentyńskiej.eżeli ktoś z państwa będzie tam lądował-proszę sprawdzić,mni powiedziano,że po stronie argentyńskiej palic wolno….
Miła ta Brazylia,ale palaczy tu jakoś nie lubią.Argentyńczyków też.
W Stanach palaczy nie cierpią,ale nie utrudniają im życia.W takim Roanoke w Virginii nawiedziłem ciekawy szpital,głównie o profilu sercowym.Zabudowany w formie kwadratu,natomiast w centrum tegoż kwadratu postawiono stoliki,popielniczki,krzesełka.Wspaniałe miejsce nieformalnych spotkań pacjentów(liczna grupa),ich rodzin(jakby troszkę mniej z nich podpala) i doktorów(z pięciu spotkanych tam przeze mnie doktorów - kardiologów-jak donosiły ich plakietki-SZEŚCIU paliło).
W Stanach,jako jedynym kraju-udało mi się kupić camele bez filtra.Poezja dla płuc.Nie masz już dziś takich papierosków.Nigdzie….
(……..) -tu miał być plik muzyczny,ale błąd na stronie uniemozliwia wklejenie.
Z zasady nie palę u znajomych,o których wiem,ze nie palą,staram się też nie palić w ich towarzystwie,zwłaszcza, jeżeli jest to znajoma,zwłaszcza gdy ma kwity w porządku :).
Drugim miejscem,gdzie z urzędu nie palę to samochód.Wolę sobie stanąć co 100 km,popalić do woli(oczywiście wyjaśniam niepalącym współpasażerom,że chodzi o profilaktykę przeciwzakrzepową),natomiast w samochodzie kategorycznie zabraniam zarówno pasażerom jak i sobie.
Trzecim miejscem jest oczywiście mieszkanie.ABSOLUTNY,KATEGORYCZNY ZAKAZ.Jedynym miejscem,gdzie sie pali to balkon latem,i garaż zimą.Dotyczy to nawet najbardziej dostojnych gości,z prezesem Rady Ministrów,prezydentem RP,prymasem i papieżem włącznie.Nie ma wyjątków.
Najgorzej jest w pracy.Nie wolno.Ale są miejsca,gdzie jakoś się udaje ten zakaz ominąćNiepotrzebnie się traci czas na te procedury,zwykle kosztuje mnie to godzinę dziennie-o tyle czasu możnaby wczesniej wyjść z pracy,gdyby nie te szlugi.
Powodowany między innymi powyższymi zacząłem a powaznie rozmyślać o zaprzestaniu palenia.Nie wspominam powyżej o aspektach ekonomicznych,ale w roku wydaję na papierosy i zapalniczki około trzech tysięcy złotych.Dużo….
Piątek,21.08.2009/sobota 22.08.2009
W piatek zły początek.Około godziny 19:30 wpadłem na pomysł zapalenia sobie e-papierosa,porzucenia Cameli.Wziąłem kurs na namierzone wcześniej w internecie stanowisko sprzedaży tych gadżetów.
No,znalazłem.Cholera,wygląda to jak długopis,troszkę niepoważnie,ale w dzisiejszych czasach człowiek z petem tez wygląda niepoważnie.Daje widokowo dym…Bezwonny(para wodna z dodatkami).Decyduje się na zestaw Colinsa,dwie baterie,atomizer,dobieram sobie dodatkowo pięć wkładów z dużą zawartością nikotyny,dających parę o smaku Cameli.Podczas uczenia się nowego sposobu palenia wyładowywuję do zera obie baterie.Pierwsze ładowanie baterii ma trwać osiem godzin.Ładowarka mieści tylko jedną.
Sobota,22.08.2009
Ten paskudny zwyczaj rannego wstawania mnie kiedyś doprowadzi do zguby.Bateria jeszcze się ładuje.Kawa gotowa.Paczka napoczętych wczoraj rano Cameli na balkonie.Ufff,jednego,góra dwa ,do kawki….
Około siódmej bateria naładowana.Camele schowane,na potem,gdyby mi przypadkiem nie spasowało to e-palenie.
Kolejna kawka z e=papieroskiem.BOMBA!!!Posmak dymu,sztachnięcie się spowodowało przyjemny metlik w łepetynie.Jest dobrze!Poza tym palce wykonują swoje przez lata powtarzane ruchy(brakuje tylko konieczności strzepywania).
Jak narazie-do 11:22 bez analogowego papierosa i bez tęsknoty za nim.Ten wynalazek to taki troszkę ersatz,ma się tak do zwykłego papierosa jak wyrób czekoladopodony do czekolady,albo piwo z sokiem do normalnego,oszronionego kufla żywca.
Popołuniu chyba ruszę do domu rodzinnego,zademonstruję ten wynalazek mamie,nałogowej palaczce trzech papierosów dziennie i kuzynowi,konsumentowi trzech paczek bez banderoli na dobę.
(…..)
Wróciłem z wyprawy do domu rodzinnego.
Nie zapaliłem dłuuugo ani jednego szluga.Nie miałem własnych.Troszkę naciągałem e-dym,ale trafiłem chyba na gorszy okaz baterii(pierwsza z zestawu padła zaraz po przyjeżdzie do domu rodzinnego).Druga bateria pobidowała jakąś godzinkę i też padła.Chyba ją źle naładowałem,albo od urodzenia felerna była.
Dałem się poczęstować około 18:30 analogowym LM-em.Stwierdziłem,że jakość i moc jego w porównaniu z cyfrowym bratem jest porażająco niska.Zero przyjemności.
Godzina 20:40 powrót do domu.Bateria do ładowania.Druga z założonym atomizerem daje dwa dość dobre machy i znowu pada…
Z bólem serca sięgnąłem po klasycznego,żółtego Camela schowanego na czarną godzinę.Troszkę mnie rozczarował.Fajny dymek czuję,ale ten cyfrowy jakby troszkę lepszy.W połowie nadpalonego peta umieściłem w słoju na balkonie.Na szczęście przeczyściłem troszkę atomizer,podsuszyłem go i bateria znów podziałała na spodziewanym poziomie.
O 22 z minutami nalałem sobie maleńkiego łyskacza (analogowego,po wersję elektroniczną tu z zasady nie sięgnę) i spożyłem go w akompaniamencie cyfrowych kłębów dymu.
Cóż mogę rzec dobrego o tym wynalazku po pierwszym dniu???
Odrzuca od chęci zapalenia klasycznego szluga.Pozwala palić wszędzie-w domu nawet tam,gdzie zawsze obowiązywał kategoryczny zakaz(wucecik).Nie ma nawet mikrośladu smrodu popapierosowego w zamkniętych pomieszczeniach.
Wady-to jednak troszkę inny dym.Niby daje to samo,ale to nie jest to samo.Jeśli uda mi sie wytrwać w niepaleniu analogowych kopciuchów uczynię prezent moim koleżankom z pracy,które mnie gorąco namawiały na rzucenie palenia-dostaną ode mnie też coś na prąd.Pójdę nawet dalej w koszta-zakupię im komplet akumulatorków,ładowarkę do sieci i samochodową.Niech mają….Niech im nigdy w potrzebie w urządzeniach nie braknie prądu….
A jutro mam dyżurek.Wspaniała okazja do nielegalnej konsumpcji paczki Cameli(mam dwie w szafce,zobaczymy,czy ruszę).
22/23.08.2009
Cała niedziela w szpitalu,dyżurek.Oddział nadludzko spokojny,troszkę pracy z zaplątanymi do nas pacjentami z miasta(tylko drobne porady,nie działamy ambulatoryjnie w święta).Mam troszkę zaległej literatury do poczytania,naładowane baterie,laptopa i —o zgrozo-nie wziąłem płynu z nikotyną do napełniania kartridża.Mam jeszcze jeden kartridż,chyba wystarczy do jutra.Czytam sobie,popalam sobie w dyżurce,coś tam popiszę i nie robi na mnie wrażenia widok analogowego camela.
Niestety,około 19-stej pada kartridż.Kiepsko,ciągnę,zero dymu.Pada bateria.Około 22 poddaję się,wyłażę sobie w ogród,przypalam analogowego.Świństwo w porównaniu z dymkiem z “długopisa”.
Rano ładuje ostatni kartridż,bateria naładowane.Odprawa.Potem kawa po odprawie-ja sobie do kawki ostentacyjnie kurzę mojego cyfrowca.Troszkę pracy biurowej na kompie,też sobie podpalam.W południe odbój.W domu po obiadku-cyfraczek….TO JE ONO!!!!!
W mordę jeża-jak w Piśmie-”palcie,jakobyście nie palili”.
24.08.2009 i oczywiście 25.08.2009
Troszkę to dziwne i niepojęte.Nie palę analogów.Panujemy nad załadowaniem baterii i napełnianiem wkładu.Wizja zakupu towarów obłożonych ciężką akcyzą oddala się.Bardzo mnie cieszy,że Jan Maria nie będzie miał ze mnie kasy na kolejne przygody w Lufthansie,Jarosław K.nie zakupi sobie nowego laptopa do śledzenia e-konta,a Donald nadal będzie kopał starą,wysłużoną szmaciankę.Ja już wam się do waszych ekscesów nie dołożę!Osiem kropli na kartridż i naprzód!A od jutra zabieram się za palenie e-cygara!
17.09.2009
Gdzieś wcięło poprzednie wpisy
Wczoraj sięgnęła mnie wiadomość,że ministerstwo zdrowia nosi się z ambitnymi planami zakazu handlu e-papierosami.Dobre sobie.Ciekawe,czy zakażą też e-palenia.Ciekawe,czy za e-palenie pójdę do ciupy.Ten kraj zaczyna idiocieć w przerażającym tempie.